Paulina Dylewska na polnej drodze

O mnie

Paulina Dylewska

Życie uczyło mnie pożegnań od wczesnych lat. Wychowałam się w małej wsi, gdzie brałam udział w wieczornych czuwaniach przy zmarłych, od śmierci aż do dnia poprzedzającego pogrzeb. Byłam częścią wspólnoty, która postrzegała pożegnanie i odprowadzenie zmarłego jako swoją powinność i obowiązek.

Moje różnorodne zainteresowania zaprowadziły mnie na studia religioznawcze. To tam dostrzegłam, jak złożony jest temat ludzkiej duchowości. Jak może ona iść w parze z religią lub nie mieć z nią nic wspólnego. Jak pojęcia „świecki” i „uduchowiony” nie muszą się wykluczać, a mogą się wzajemnie uzupełniać.

Studia religioznawcze pokazały mi, jak potrzebne są otwartość i dialog w spotkaniu z drugim człowiekiem. Ale też jak ważną rolę odgrywają poczucie przynależności i wspólne celebrowanie progowych momentów życia, niezależnie od tego, czy identyfikujemy się jako osoby wierzące czy nie.

Pomogły mi także dostrzec wagę moich wczesnych doświadczeń ze śmiercią, która – gdy się pojawiała – nie była pomijana milczeniem ani spychana na peryferie życia. Przeciwnie: zacieśniała więzi i stawała się przypomnieniem o tym, jak ważne jest dbanie o siebie nawzajem, nawet po śmierci.

Wykształcenie i szkolenia

W 2022 roku ukończyłam szkolenie w Instytucie Dobrej Śmierci, prowadzone przez jego założycielkę Anję Franczak oraz Jana S. Möllersa z berlińskiego domu pogrzebowego memento Bestattungen. Mam też za sobą kursy i szkolenia dotyczące m.in. pracy z osobą w żałobie, opieki nad ciałem zmarłej osoby czy pożegnań domowych.

Działalność

Regularnie współorganizuję spotkania o nazwie Death Cafe, na których w nieoficjalnej i życzliwej atmosferze poruszamy dowolne tematy związane ze śmiercią i przemijaniem. Jestem członkinią Polskiego Stowarzyszenia Celebrantów Humanistycznych, które działa na rzecz upowszechniania humanistycznych ceremonii oraz przełamywania tabu wokół śmierci i żałoby.

Dlaczego wybrałam tę drogę?

Jest kilka powodów, dla których zajmuję się pożegnaniami. Jeden z nich to trudne doświadczenia związane z pogrzebami moich bliskich.

Innym ważnym wydarzeniem była moja nagła choroba, która skłoniła mnie do refleksji nad własną śmiertelnością. Niebagatelną rolę na tej drodze odegrały również historie moich współpacjentek – ich życia, chorowania i umierania – które głęboko zapadły mi w pamięć. To doświadczenie stanowiło punkt zwrotny w moim życiu i wskazało mi drogę, którą chcę podążać zawodowo.

Noszę w sobie także głęboką potrzebę towarzyszenia ludziom i bycia z nimi, nawet w najtrudniejszych chwilach. Chcę kontynuować to, czego doświadczyłam w dzieciństwie, w społeczności wiejskiej, choć naturalnie w zmienionej formie.

Każda śmierć jest trudna i wiem, jak ważne jest, by nie być w tym samemu.

Skontaktujmy się